‘Sprzęt’

Jak spełniłem jedno z moich największych fotograficznych marzeń! I prawie złamałem rękę (o ile jej nie złamałem).

Za zorzą polarną przez kilkanaście lat mojego zawodowego fotografowania potrafiłem jechać i kilkaset kilometrów. Choć to opcja jedynie „dla siebie” bo zawodowo fotografuję ludzi-najczęściej śluby i wesela a od kilku lat dużo więcej np w studiu podczas sesji rodzinnych, wizerunkowych i biznesowych.

Próbowałem kilka razy ale jakoś nigdy nie wychodziło. Ostatnimi latami rzadziej bo zawsze coś. Tak samo było pamiętnego maja 2024 kiedy to wręcz gigantyczna zorza polarna jak na nasze położenie geograficzne zagościła praktycznie na całym naszym nieboskłonie. Nie mogłem i wtedy. I tak to często z tą zorzą zresztą bywa, że nawet jeśli warunki w kosmosie teoretycznie świetne! (burze geomagnetyczne i inne takie-takie 😉 ) to często i tak finalnie nie widać jej w Polsce. Bo albo chmury, albo chmury, albo chmury albo coś.

Poniedziałek 19 stycznia około godziny 21 Karol Wójcicki z Głową w gwiazdach na swoim Facebooku pisze o kapitalnych szansach na zorzowe przedstawienie i w Polsce. Jadę! Karol to mega zajawkowicz-super popularyzator kosmosu-sprawdźcie go-bo bardzo warto!  

Jest późno a ja sprzęt mam w studiu i szanse na to, że zdążę maleją z każdym kwadransem. Za oknem około -10C a w prognozach w okolicach naszego Płocka -15C. W termos nalewam kawę, w termofor wrzątek, wskakuje w drugą parę spodni, wciągam zimową drugą parę skarpet, na koszulę zakładam polar i biegiem do studia. Jest ślizgo a nawet bardzo. Jak na złość mam całkowicie rozładowany telefon i 5% baterii nie wystarczy na długo. A żaden kabel do ładowarki nie działa. Sprzęt mam w studiu więc jadę na Grodzką, rozbrajam alarm w Pasażu i wbiegam korytarzem do studia. Żebym tylko o niczym nie zapomniał. Zabieram Nikona Z6II, 20 i 35mm, do tego kamerę Insta360 X5, dwa statywy, drona, zapasowe baterie i znowu pędem do samochodu. Oby kabel do ładowania, który zabieram z pracy zadziałał.

W międzyczasie w głowie robię szybką kalkulację wszystkich za i przeciw w opcjach czy zostaję w Płocku gdzieś na skraju miasta czy jednak jadę dalej. W relacji na FB Karol trąbi, że zorza jest tak silna, że widać ją nawet w miastach. Takie rzeczy nie zdarzają się często! Podejmuję jednak decyzje żeby jechać do Miałkówka nad Jezioro Lucieńskie w miejsce z którym dzięki moim rodzicom od dobrego roku czuję się mocno związany i które całkiem nieźle przez ten rok poznałem. Biegowo, spacerowo czy z wody z SUPa. Uwielbiam tam być!

Na szczęście kabel działa. Powoli ale jednak telefon ładuje się. Samemu, w ciemnym zaśnieżonym lesie-w środku nocy jednak fajnie byłoby mieć kontakt ze światem. Mam 30km do celu.

Teoretycznie około godz 22 może być zorzowy pik więc jeśli zorza nie potrwa długo mogę nie zdążyć. Spróbujemy! Już w okolicach Nowego Duninowa jadąc pomiędzy ciemnymi lasami widzę zielonkawe smugi zorzy. Zastanawiam się czy to w ogóle możliwe czy po prostu to moje marzenia robią mi w głowie takie rzeczy 😀 Bo zielone w zorzy to w Polsce już w ogóle rzadkość! Faktycznie widać zorzę! Gołym okiem! Czegoś takiego w życiu nie widziałem! Do celu mam około 10km i biję się z myślami czy zatrzymywać się w środku lasu bo co jeśli za chwilę się skończy i jak dojadę na miejsce będzie po wszystkim?! Próbuję! Nie ma opcji nadganiania bo na drodze jest nadal mnóstwo lodu a zwierząt przechodzących przez drogę z jednego lasu na drugi las widziałem tu ogrom.

Skończył się gaz w samochodzie. Super. Teoretycznie powinienem mieć jeszcze trochę paliwa ale ten wskaźnik działa ostatnio jakoś dziwnie. 5 kilometrów trwa niczym wieczność. Dojadę. O powrocie będę myślał później. Wszędzie jest ciemno ale na niebie nic już nie widzę. Skończyło się, nie ten kierunek, czy zasłaniają drzewa? Kolejne minuty wloką się niczym kwadranse. 

Dojeżdżam w okolice pomostu w Miałkówku, zarzucam kolejną bluzę, biorę torbę, plecak-obym niczego nie zgubił! Jest cholernie ciemno! I zimno. Termometr pokazuje -13C. Nad jeziorem nie jestem pierwszy. Jakaś para robi zdjęcia. Później przychodzą kolejne osoby z telefonami. 

Czuję rosnącą frustrację bo totalnie nic mi nie wychodzi. Fotografuję w pełnym manualu. Jak zawsze. 2.8-10 sekund naświetlania, 15-20sek próbuję różnych opcji. A zorza centralnie na wprost nas widoczna jest gołym okiem! Widok rozwala system! Próbuję ręcznie ostrzyć ale znowu nie tak. Nieskończoność tu gdzie być powinna ale jednak kolejne zdjęcie jest totalnie nietrafione. Na solidnym statywie stawiam kamerę 360 i próbuje zrobić i filmy choć to moje pierwsze z nią próby jeśli chodzi o astrofotografię. Pierwszy podgląd z Insta360 i jej wow! Przynamniej tu. Walczę dalej z 20mm. W końcu trafiam i coś zaczyna wychodzić i z większego aparatu.

Zamarzniętym brzegiem jeziora idę w jego głąb, wzdłuż brzegu. W dzicz. Jestem sam. Tu już nikogo nie ma.  I choć jestem metr-dwa od brzegu a wody pewnie pode mną jest jakieś raptem 50cm z czego teraz pewnie duża jej część to lód po którym idę przypomina mi się szkolenie lodowe nad Sobótką w którym kiedyś uczestniczyłem. Chyba nawet więcej niż raz. Ogólnie jak by ktoś Wam kiedyś zaproponował wskoczyć jako pozorant do przerębla w ubraniach podczas ćwiczeń służb to nie nie polecam 😉 Ale co poznałem jakie to uczucie to moje 😉 Idę dalej.

Znam te brzegi dobrze z SUPa a i dosłownie dzień wcześniej spacerowałem tu przed bieganiem. Po ciemku szukam powalonego na taflę jeziora drzewa, które dopiero co gdzieś tu widziałem. Będzie wyglądało mega! Za moimi plecami i trochę bardziej „w bok” jest przepiękny Rezerwat przyrody Komory z pomnikowymi dębami i niewielką skarpą schodzącą do jeziora. Jeśli nigdy tu nie byliście to przyjedźcie bo warto! Albo lepiej nie-bo będzie nas tu za dużo 😉 Co chwilę zatrzymuję się na kilku minut i robię kolejne zdjęcia. To wszystko długo trwa. To nie jest cyk telefonem.

Nie mogę uwierzyć w to co widzę na ekranie aparatu. Już wiem, że spełniło się jedno z moich fotograficznych marzeń i mam wreszcie wymarzoną zorzę na zdjęciach i ja! W Polsce! Pod Płockiem!

Minęła dobra godzina albo i dłużej i robi się jeszcze zimniej. Kawa ratuje. Termofor niestety jest już zimny. A najgorsze jest to, że przestała działać czołówka. Dochodzi północ. Gdyby nie śnieg nic by nie było tu widać. Wyobraźnia gra na całego. Za moimi plecami gdzieś w oddali na wsi słyszę ujadające psy, z drugiej strony jeziora gdzieś od ośrodka prezydenckiego (swoją siedzibę ma tu i Prezydent RP) słychać ogromne stada ptaków siedzące gdzieś na lodzie. Co jakiś czas lód wydaje niesamowite potężne! dźwięki. Przypomina mi się Islandia, którą w 2008 fotografowałem z roweru. Niesamowite uczucie! Potęga natury. Kiedyś je nagram.

Na moją grupę Arek Gmurczyk #zPamiętnikaFotografa podjarany tym co widzę na wyświetlaczu aparatu wrzucam krótką relację + coś w relację na Instagram. Tak bardzo się cieszę! Czekałem na to tyle lat!

Dochodzi godzina druga, zorza nadal jest widoczna choć raz lepiej-raz gorzej a rękawiczki przestały zdawać już egzamin. Mam totalnie zdrętwiałe palce-pora powoli wracać w kierunku samochodu.

Torby na plecy, statywy z aparatami w rękach (palce mam tak zdrętwiałe, że nie jest w stanie schować w tej ciemności sprzętu do toreb) – kierunek szosa. Jest totalnie ciemno. Zorzy już praktycznie nie widać. Minąłem pomost gdzie zaczynałem. Zero żywej duszy. W sumie normalni ludzie to dawno już śpią a zabudowań tu niewiele. Podchodzę pod górkę, widać wreszcie cywilizację, do samochodu przy szosie mam jakieś 10-20m i nagle gleba! W ciemnym lesie z którego wychodzę nie zauważyłem małego kałużowego lodowiska i z pełnym impetem zaliczam glebę na lód. Już sam nie wiem czy próbowałem ratować sprzęt w rękach czy bardziej siebie-upadam na prawą rękę i pech chce, że i na łokieć. Dosłownie kilka metrów od samochodu. Po tym jak przez ostatnich kilka godzin zrobiłem pewnie ze 2000 kroków po lodzie bez najmniejszego problemu a i trochę powalonych drzew musiałem tam pokonać 😀 

Przez dobrą chwilę nie wiem jak się podnieść. W ciemnicy próbuje zobaczyć czy obie kamery są choć wizualnie całe no i czuję, że dość mocno boli mnie ręka. Oby była cała. W styczniu mam jeszcze i sesje w studiu i zaraz WOŚP i nagrywamy i filmy…milion myśli pojawia się w głowie. Powolutku do pionu i do samochodu. Sprzęt wydaje się cały a adrenalina znieczula skutki upadku. Jest 3 rano zostaje jakieś 30km do domu i pytanie w głowie czy rano będzie bardziej bolało. Wiem jednak, że było warto 😀

W domu jestem przed 4 rano i jestem tak podjarany, że nie mogę zasnąć choć wiem, że za niecałe 4h muszę wstać i jechać do studia, po tym jak wyprawię wcześniej młodszego syna na urodziny kolegi w kinie.

Budzę się jeszcze przed zegarkiem i czuję, że ręka boli niestety mocniej. Wizualnie wygląda dobrze ale stwierdzam, że jeśli nie będzie poprawy to popołudniu jadę do szpitala. Jest godzina 21 kiedy publikuję ten wpis z ręką jest już dużo lepiej, nie widać żadnej opuchlizny więc stwierdzam, że będę żył.

I tym bardziej cieszę się, że spróbowałem! Dzięki Karol-duża kawa w Buy Coffee poleciała 😀

Teraz czas na żubry na śniegu.

 

Zorza polarna widoczna w Polsce. Styczeń 2026r fot Arek Gmurczyk

Zorza polarna widoczna w Polsce. Styczeń 2026r fot Arek Gmurczyk

Zorza Polarna widoczna na Mazowszu

Zorza Polarna widoczna na Mazowszu

Miałkówek Jezioro Lucieńskie

Miałkówek Jezioro Lucieńskie

arek gmurczyk fotograf

Zorza polarna Mazowieckie, Polska

fotograf Płock

Arek Gmurczyk

Jezioro Lucieńskie fot Arek Gmurczyk

Jezioro Lucieńskie fot Arek Gmurczyk

Zorza

Myślę o totalnym przeprojektowaniu bloga. Moja strona ma już ładnych kilka (a chyba tak naprawdę kilkanaście lat) i nie do końca (delikatnie mówiąc) spełnia moje dzisiejsze oczekiwania. Praktycznie wszystko przez te lata robiłem tu sam, mam nadzieję, że wkrótce będę miał możliwość oddać ją w ręce specjalistów żeby zrobili z nią porządek. Nie myślę o jej zamknięciu bo przez te wszystkie lata uzbierała nam się tu masa naszych najróżniejszych wspomnień, po które widzę (dzięki wynikom z wyszukiwarki Google), że jednak wracacie. Myślę, że ta zima będzie pod pewnymi względami przełomowa. Zbyt długo zwlekałem z niektórymi decyzjami i czas najwyższy zacząć je realizować, no risk-no fun. Pandemia mocno wywróciła stolik, ale ja nie zamierzam rezygnować z tego co kocham i czemu poświęciłem ogromną część mojego życia 🙂 Zaniedbałem bloga i pisałem już o tym nie raz. Od dawna najczęściej publikuję jedynie na Facebooku i Instagramie chociaż za każdym razem kiedy o tym myślę to wkurza mnie to strasznie ponieważ zdaję sobie sprawę, że tym samym ograniczam dostępność do zdjęć tym z Was, którzy kont np na FB nie mają a wiem, że takich osób jest coraz więcej. Szczerze mówiąc to sam nie wiem czy miałbym tam konto gdyby nie fotografia, która jednak potrzebuje paliwa w postaci ludzi, którzy chcą ją oglądać. Facebook nie jest dziś tym czym był 10 lat temu. Pomimo to czy da się dziś „łatwiej” aniżeli na Facebooku czy Instagramie? Chyba nie, choć „łatwiej” to już zdecydowanie tam było a zasięgi są dziś ścinane w mediach społecznościowych niesamowicie, wszystko po to żeby publikujący wydawali jak najwięcej na reklamy dzięki którym ich praca będzie widoczna. Dlatego tak ważne są tam Wasze reakcje za które bardzo Wam wszystkim tam obecnym dziękuję! Życie, koniec tych spontanicznych zwierzeń i dziś coś świeżego-co raduje mnie ogromnie.

Sesja ślubna z drona a właściwie jej zajawka. Co powiecie na takie kadry ? Julia i Krzysztof na jeziorze, w łódce i promieniach zachodzącego słońca i odbijającego się w wodzie nieba 😍🌅🛶❤️. Sporo pracy wymagały nas te kadry, zmarzłem totalnie stojąc bez ruchu sam nie wiem ile czasu w wodzie do pasa 😆 Cieszę się z tych zdjęć tak jak cieszyłem się z pierwszej sesji w Paryżu, na Santorini czy pierwszego zaproszenia do ogólnopolskiej TV. Baardzo 🤩! W ubiegłym roku zacząłem fotografować (i filmować) również z drona, któremu poświęciłem już setki godzin nauki. Serdecznie zapraszam Was również na sesje z tej wyjątkowej perspektywy, która urozmaici Waszą wyjątkową pamiątkę. Płock ale nie tylko, choć pamiętać trzeba, że nie wszędzie zgodnie z prawem można latać dronem. Morskie Oko odpada choć da się pewnie i tam ale pozwolenia kosztują krocie 😉 

A! No i kwiaty na łódkę też sam przygotowywałem ☺️ Specjalne podziękowania dla Taty Julii za ogromną pomoc z łódką 🤜🤛

A w bonusie dla Was ważna informacja, dziś już wiem, że na 90% będziemy mogli spotkać się we wrześniu i jaram się tym wszystkim jak milion a nawet osiem milionów! Wkrótce więcej informacji.

zdjęcie ślubne Płock. Plener ślubny z dronem

Na planie teledysku OweN-Tak Bardzo, Płock 2018

Na planie teledysku OweN-Tak Bardzo, Płock 2018 

Dużo osób dopytuje, sporo osób śledziło relację na Insastories zapraszam więc do obejrzenia zdjęć z zza kulis powstawia teledysku OweN-Tak bardzo, niesamowicie klimatycznego numeru reggae przypominającego o rzeczach w życiu naprawdę ważnych. O rzeczach, których pędząc dziś gdzieś przed siebie często zapominamy docenić, które schodzą na dalszy plan, o których przypominamy sobie czasami kiedy jest już za późno. Reżyserowanie, realizacja i nagrywanie teledysku to dla nas nowa przygoda w którą wsiąkliśmy na dobre! Pierwszy muzyczny ale raczej nie ostatni. Jeśli potrzebujecie jakiejś produkcji wideo chętnie możemy się z nią spróbować 🙂

5 dni zdjęć filmowych w Płocku za nami, w tym momencie po mniej więcej tygodniu pracy powoli kończmy żmudny montaż. Przed nami ostatnia prosta, trzymajcie kciuki za dobre, pozytywne wibracje. Pokój! (lub kuchnia jak kto woli).

teledyski płock, filmowanie

wideofilmowanie Płock, Arek Gmurczyk

Panasonic GH4 i obiektywy Nikon, duet bardzo fajny :)

arek gmurczyk filmy

studio arek gmurczyk, zdjęcia i filmowanie

sklep muzyczny cytra music shop płock

Owen-Tak bardzo, na planie klipu

Owen

Czerwony Atrament Płock

próbownia POKiS Płock

filmowanie w Płocku

Knajpka Płocka ul Grodzka Płock

Fotobudka Płock

O FOTOBUDCE myślałem od dwóch lat. Od kiedy po raz pierwszy zobaczyłem polaroidy na weselu wiedziałem w jakiej formie będę realizował ten pomysł 🙂

Magia polaroida

Któż z nas nie chciał mieć kiedyś polaroida? Pewnie mało jest osób, wychowanych w okolicach lat 80tych, które nie marzyły o aparacie z którego natychmiast wychodzą zdjęcia. Kiedyś w czasach analogowych było to prawdziwą magią. Nie musiałeś chodzić „do fotografa”, czekać na wywołanie, tylko pstryk, bzzzyyt i zdjęcie wysuwało się z aparatu. Czad 😀 !

I choć technologia „odrobinę” poszła dziś do przodu-szał na „polaroidy” wraca. Póki co nieśmiało gdzieś tam „na zachodzie” aczkolwiek widać go już coraz bardziej również i w Polsce. Bo pomimo, że zdjęcia możemy dziś już robić niemal wszystkim to tym razem dla odmiany mało wywołujemy i przeważnie pozostają gdzieś na dysku…z którego lubią się ulotnić.

Fotobudka

O foto-budce myślałem od dobrych 2 lat. Jednak kiedy pierwszy raz gdzieś na jakimś zagranicznym blogu zobaczyłem pomysł z aparatami typu instax na weselu-wiedziałem od razu w jakiej formie chcę ją zrobić. W Płocku takiej realizacji jeszcze nie widziałem dlatego tym bardziej chciałem spróbować.

Wydaje mi się, że tego typu forma bardziej angażuje i integruje większą ilość osób obecnych na przyjęciu. Nie jesteśmy uwiązani do jednego miejsca a zdjęcia możemy robić zarówno na holu, parkiecie jak i również przy stołach. Wcale nie potrzeba na to dużo miejsca. Po drugie to WY robicie zdjęcia a biorąc pod uwagę, że wielu z nas chciałoby spróbować swoich sił jako fotograf to zabawa jest niezła 😉 . Obsługa sprzętu jest banalnie prosta, jeden przycisk, pstryk, wysuwa się zdjęcie czekamy 2 minuty automatycznego utrwalania i voilà zdjęcie do księgi gości lub kieszeni gotowe. Co najlepsze okazuje się, że wydruki (wielkości karty kredytowej) są podobno całkiem nieźle pranio-odporne , gorzej z koszulą w której kieszeni podczas prania może znajdować się fotografia 😛

Na początku do Waszej dyspozycji są 2 aparaty, maski, śmieszne okulary, tabliczki i kultowe już wąsy. Jeśli tylko pozwoli mi Wasze zainteresowanie macie jak w banku, że nie poprzestanę na obecnych rekwizytach. Stołu na którym można to wszystko położyć nie będę woził ze sobą 😉 ale nie licząc jego macie tak naprawdę totalnie wszystko niezbędne do przeprowadzenia akcji. Jest indywidualnie projektowana instrukcja dla gości wraz z podziękowaniem, pudełko na filmy (z jednego filmu robimy 10 zdjęć), ramki, całość w dość spójnym neutralnym, pasującym do pięknego wesela stylu. Dodatkowo otrzymujecie również wizytówki z informacją dla gości gdzie po wszystkim będą mogli znaleźć zrobione przeze mnie zdjęcia podczas Waszego wielkiego dnia, oczywiście wszystkie te, które wcześniej zatwierdzicie 😉

Fotobudka i księga gości

Na weselu Ani i Marcina fotobudkę połączyliśmy z księgą gości. Każdy chętny mógł sobie zrobić zdjęcie, wkleić je do pamiątkowego albumu i specjalnym markerem napisać kilka ciepłych słów Młodej Parze. Jasne! Były obawy „czy ludziom będzie się chciało?” Jak błyskawicznie się okazało-totalnie niepotrzebne. Wydaje mi się,  że bardzo istotna jest tu kwestia godziny o której startujemy z zabawą, która trwa około godziny. Dobrym pomysłem jest też zaangażowanie w akcję np. świadków lub rodzeństwa, które czuwa nad przebiegiem akcji zgodnie z procedurą 😉 . Oczywiście mogę to robić i ja aczkolwiek chyba lepiej jeśli w tym czasie będę robił również zdjęcia. Wszak rekwizytów nie musimy wykorzystywać jedynie do polaroidów, zobaczycie zresztą ile w okolicy pojawi się smartfonów i aparatów gości.

Jeśli tylko umówimy się odpowiednio wcześniej mogę zająć się dla Was organizacją księgi gości tak żeby była ona identyczna z albumem który otrzymacie ode mnie po sesji. Świetny komplet, najwyższej polskiej produkcji i jakości, które możecie zobaczyć TU (przykładowy wzór).

Wracając do debiutu mojej fotobudki, który miał miejsce ostatnio w Żawakolu. Przypuszczałem, że może być nieźle, że ludziom pomysł może się podobać ale nie sądziłem, że aż tak. Szczerze. W pewnym momencie kiedy w okolice stołu z aparatami przybyło około 40 osób, przebierających się, śmiejących w niebiosa w najlepsze-utwierdziłem się w przekonaniu co do jego trafności.

Wiem już co poprawić, co udoskonalić tak więc jeśli macie ochotę zaszaleć odrobinę dajcie mi znać odpowiednio wcześniej bowiem może zdarzyć się sytuacja w której co prawda ja będę u Was ale fotobudka może w tym czasie być gdzieś np. w górach. Nie czekaj PISZ już dziś 🙂

fotobudka-plock polaroid na weselu księga gości wesele fuji instax emocje towarzyszące robieniu zdjęć fotografia ślubna Płock foto budka plock fotobudka na weselu fotobudka rekwizyty polaroid na wesele 8 fotobudka zdjecia slubne plock fotobudka na weselu  w Żawakolu plock fotobudka 12 instax maska-konia-wesele weselne atrakcje 18 19 ksiega gosci plock 22 23 Księga Gości

Zespół Corab

Zespół Corab

No i jak Wam podoba się pomysł z fotobudką z polaroidów?

Zapisz się do newslettera i dowiedz się jako pierwszy o nowych wpisach na stronie. W każdej chwili będziesz mógł się z niego wypisać. Szanuję swój czas, Twój również dlatego nie wysyłam spamu.

Jakiś czas temu przy okazji artykułu „Dlaczego warto wywoływać zdjęcia?” na przykładzie sesji ślubnej w Wenecji pokazywałem Wam moje albumy ślubne. Tym razem nadszedł czas na fotoksiążkę a w zasadzie fotoalbum. Podstawowa różnica pomiędzy fotoksiążką a fotoalbumem jest taka, że ten drugi możemy rozłożyć całkiem na płasko i jest zdecydowanie bardziej trwały. Niektórzy mówią „ekskluzywny”. Zobaczcie zresztą na przykładzie poniższych rozkładówek jak niesamowicie prezentują się w nim zdjęcia formatu 30x60cm, dla lepszego odwzorowania skali jedną z górskich rozkładówek sfotografowałem z wizytówkami. Inne zestawione są z dużymi zdjęciami formatu 15x23cm. Tej wielkości zdjęcia otrzymujecie ode mnie w albumach tradycyjnych również jeśli chodzi o albumy widoczne na zdjęciach są dokładnie takich rozmiarów jakie oferuję.

Z fotoalbumami, które oddaje było podobnie jak z albumami tradycyjnymi których „odpowiednich” szukałem dość długo. Nie oszczędzam na jakości. To moja wizytówka i oszczędność w tym miejscu byłaby zwykłym sknerstwem z krótkimi nogami. Na pewnych rzeczach nie można oszczędzać.

Ekologiczna skóra, duży format 30×30 cm z bardzo grubymi kartami których nie da zgiąć się przypadkiem (300g/m2) . Rogi bardzo grubej okładki zabezpieczone metalowymi narożnikami, wszystkie narożniki kart zaokrąglone. Wysokiej jakości wydruk, idealne odwzorowanie kolorów.

Z Moniką i Krzysztofem spotkałem się po raz pierwszy dzień przed ich wielkim dniem w Zakopanem. Ich ślub odbył się w klimatycznym, ciepłym kościele Parafii świętego Kazimierza w Kościelisku a wesele w oddalonym nieopodal drewnianym Gościńcu Góralski Dwór znanym m.in. z kręconego tam serialu „Szpilki na Giewoncie”. Na plener udaliśmy się nad Morskie Oko. Całość miała miejsce pod koniec sierpnia ubiegłego roku.

Poniżej około 150 wybranych przez młodą parę  fotografii (ZAWSZE to Wy wybieracie zdjęcia) na 40 stronach fotoalbumu, który dziś urzęduje gdzieś w Anglii.

Zapowiedź konkursu

Ponieważ w najbliższej przyszłości będę organizował konkurs w którym do wygrania będzie album tradycyjny z wklejanymi zdjęciami lub fotoalbum widoczny poniżej dajcie znać w komentarzu pod artykułem, którą z tych rzeczy chcielibyście mieć możliwość wygrać na mojej stronie. Napiszcie też co wolicie jeśli chodzi o Wasze zdjęcia i która z form ich „utrwalania” jest dla Was fajniejsza. Obiecuję wziąć Wasze odpowiedzi pod uwagę 🙂
Fotoksiążka czy album? Fotoksiążki Płock fotoksiążki w PłockuFotoksiążki w porównaniu z albumem ślubnym Gościniec Góralski Dwór Zakopane Fotoksiążka, tradycyjny album porównanie fotoksiazki-plock (9) porównanie rozmiarów albumu i fotoksiążki Płock fotograf ślubny Parafia świętego Kazimierza w Kościelisku w fotoksiążce slubne fotoksiazki plock fotoksiazki-plock (13) kościół Kościelisko zdjęcia fotoksiazki-plock (15) zdjęcia wesele Gościniec Góralski Dwór Zakopane foto ksiazka plock fotoksiazki-plock (18) wedding photography plock jak wygląda fotoksiążka? fotoksiazki-plock (21) fotoksiazki-plock (22) wesele Gościniec Góralski Dwór Zakopane fotoksiazki-plock (24) fotoksiążka 30 x 60cm w porównaniu z wizytówką fotoksiazki-plock (26) fotoksiazka zakopanefotograf zakopane fotoksiazka sesja slubna gory zakopane zdjecia slubne plock plock fotoksiazki slubne fotoksiazki-plock (32) fotograf slubny plock fotoksiazka porownanie rozmiar zdjęć, albumów i fotoksiążek-zestawienie Jaka fotoksiążka?

No to jak album tradycyjny czy fotoalbum?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Informuję, że kopiowanie jakichkolwiek elementów tej strony, w tym zdjęć, tekstów i innych elementów graficznych w celu wykorzystania ich w całości, części lub w dowolnej formie zmodyfikowanej w jakichkolwiek publikacjach elektronicznych, na stronach internetowych, lub innych formach, bez uprzedniej pisemnej zgody Autora Arkadiusza Gmurczyka jest zabronione i nie wyrażam na nie zgody. W przypadku ich bezprawnego użycia będę dochodził swoich praw na drodze sądowej. Dane zamieszczone na stronie nie stanowią wiążącej oferty jakichkolwiek usług. Dane te mają wyłącznie charakter ogólnoinformacyjny. W celu zakupu zdjęć oraz uzyskania pozwolenia na ich wykorzystanie proszę o kontakt pod numerem telefonu 503 575 831 lub wiadomość @. Dziękuję za poszanowanie efektów mojej pracy :)


wedding photography