Księżyc w pełni. Pierwsze chwile wiosny 2011. Płock kilka minut po północy. 21 marzec. Nikon D200 z opóźnionym zapłonem (D700 przegrał w tym przypadku z kretesem), teleobiektyw 300mm, ultra stabilny Manfrotto 055XPROB + bardzo duży post-cropp. Dzień wcześniej widoczny na zdjęciach Księżyc był najbliżej Ziemi od 18 lat, jedyne 356 tyś. km , jak widać w ciągu kolejnych 24 godzin maleństwo nie „odleciało” zbyt daleko
.

Burnt Sienna

‘Podróże’
Z widokiem na Księżyc wiosny pierwsze chwile.
Kwiecień 4, 2011Klify Moher Irlandia
Marzec 30, 2011Clare-zachodnia część Republiki Irlandii. Klify Moher to jedna z największych atrakcji turystycznych zielonej wyspy. Co roku odwiedzane przez ponad milion osób. Moherowe Klify nad Oceanem Atlantyckim odwiedziliśmy przy okazji naszego wiosennego urlopu w Irlandii w marcu 2010. Przy okazji pozdrowienia i podziękowania dla Andrzeja, Marietty i małej Liliany dzięki którym udało nam się to czego nie mogliśmy dokonać przez 2 lata kiedy to mieszkaliśmy w Irlandii
Z Droghedy wyjeżdżamy wczesnym rankiem przed nami ponad 300 km drogowych irlandzkich atrakcji.

W najwyższym miejscu formacje skalne osiągają tu 214 metrów niezapomnianych, jedynych w swoim rodzaju wrażeń.

O’Brien’s Tower zbudowana w XIX wieku jako punkt obserwacyjny będąca zarazem jedną z atrakcji turystycznych wzniesienia.


Na horyzoncie Wyspy Aran, jedne z najciekawszych archeologicznych obiektów w Europie. Odizolowane wodami Atlantyku do dnia dzisiejszego zachowują swoją niepowtarzalność języka i stylu życia mieszkańców.


Klify Moheru to blisko 8 km formacji skalnych, dla zwiedzających dostępny jest wydzielony, zabezpieczony odcinek wzdłuż urwiska. Tablice informujące o niebezpieczeństwie (również w języku polskim) nie działają jednak na wszystkich, co roku ginie tu kilka osób.

Powiew Oceanu Atlantyckiego w niesamowitych okolicznościach dzikiej przyrody, żadne słowa nie są w stanie opisać emocji towarzyszących temu miejscu.

Zachodnia część płaskowyżu Burren.

Cliffs of Moher to niezwykłe niemal mistyczne miejscem, finalista Nowych Siedmiu Cudów Świata, sceneria wielu filmów i teledysków, to tu nagrywano Harrego Pottera i filmy Martina Scorsese.


Nie mam pojęcia jak to możliwe, byliśmy tu 5h i jeśli tylko byłaby taka możliwość zostałbym kolejne 5, nawet z zepsutym teleobiektywem potwierdzającym wspaniale zasadę złośliwości rzeczy martwych ![]()

Uważam to miejsce za niesamowicie wyjątkowo fotogeniczne jedno z najpiękniejszych jakie widziałem wręcz idealnie nadające się na jedyny w swoim rodzaju plener ślubny „z prawdziwego zdarzenia”. No to jak, macie ochotę na sesję ślubną na irlandzkich Klifach Moheru ? Zapraszam
!
Więcej fotografii z Moherowych Klifów znajdziecie w poniższej galerii, którą za jakiś czas uzupełnię zdjęciami z całego zeszłorocznego pobytu na wyspie.
Dziękuję za poświęcony czas mam nadzieję, że było warto! Jeśli chcesz obejrzeć kolejne zdjęcia na mojej stronie kliknij „Lubię to!” lub „Share”.
Wyspy Owcze
Styczeń 16, 2011
Tylko do dzisiejszego południa (20.01.11 godz.12:00) możesz jeszcze oddać swój głos w konkursie na Blog Roku 2010. Więcej info TU. Wielkie dzięki za wsparcie!
Wyspy Owcze odwiedziliśmy w 2008 roku podczas naszej podróży rowerowej do Islandii. W sakwie na kierownicy mojego roweru mam Nikona D200 z Tamronem 17-50 mm f/2.8. Warunki atmosferyczne „mało sprzyjające”. Niemal non-stop spowite chmurami niebo, momentami ulewnie padający deszcz w połączeniu z mocnym wiatrem.
Na Wyspy Owcze dopłynęliśmy ok. godz. 9:00. Torshavn do którego przypływa prom jest stolicą, największym miastem archipelagu Wysp Owczych. Założone około X wieku przez zamieszkujących tamtejsze ziemie wikingów. Siedziba władz duńskiego terytorium zależnego. Całą wyspę Streymoy na której leży miasto zamieszkuje ok 13 000 osób, cały kraj jedynie 50 000.

Fort Skansin z najstarszymi armatami z czasów wojen napoleońskich znajduje się tuż obok miejsca w którym cumuje prom Norröna. Wzniesiony w 1580 roku zabezpieczał port przed najeżdżającymi wyspę piratami. Podczas II Wojny Światowej pełnił ważną rolę obronną przed nalotami niemieckimi.

Jedno z pierwszych niesamowitych przeżyć podczas pobytu na Wyspach Owczych. Przejazd rowerowy przez Vágatunnilin. Liczący blisko 5 kilometrów tunel pod dnem oceanu łączący wyspy Leynar i Fútaklett. Najgłębsze miejsce tunelu względem powierzchni ( w tym przypadku oceanu) ma ponad 105m głębokości. Tunel swoim kształtem przypomina parabolę. Dosyć stromy, długi zjazd w ciemność której końca nie widać na non stop wciśniętych piszczących jak oszalałe hamulcach robi wrażenie
. Istny zjazd do piekieł. Ciśnienie panujące w najgłębszym miejscu tunelu w połączeniu ze specyficznym zapachem potęguje wrażenia utrwalone maksymalnie ultra długim podjazdem na ostatnim odcinku wyjazdu z budowli (ok. 2km o ile dobrze pamiętam). Przejazd tunelem jest płatny (z wyjątkiem rowerów), każdą podróż należy opłacić na stacji benzynowej (nie widziałem żadnej przez prawie 2 dni pobytu) inaczej nie będziemy mogli opuścić wysp.

Około drugiej połowy XIV wieku powstają pierwsze, typowe do dziś na Wyspach Owczych domy z trawiastymi dachami.

Owce pasą się tu swobodnie przez cały rok i co ciekawe ich liczebność utrzymywana jest na stałym poziomie 75 000 sztuk, wiele zasad ich hodowli określa „List Owczy” prawo ustanowione w XIII w.

Wyspy Owcze to archipelag 18 głównych wysp wulkanicznych o powierzchni górzystej na Morzu Norweskim.

Na wyspach panuje klimat chłodny, umiarkowany z silnymi oddziaływaniami oceanicznymi. Zimy są ciepłe a lato chłodne, średnia temperatura w sierpniu to 11C. Już pierwszego dnia pobytu przekonaliśmy się na własnej skórze co oznacza określenie „silne wpływy oceaniczne”. Nasza pierwsza wyprawa rowerowa po okolicy zakończyła się kompletnym przemoczeniem i wyziębieniem jej uczestników. Wiatr, deszcz i panująca temperatura pozostawiły po sobie niezapomniane wspomnienia ![]()


Tinganes jest półwyspem, najstarszą dzielnicą stolicy. To tu znajduje się współczesna siedziba farerskiego parlamentu.

W 2005r. na wyspach zarejestrowanych było około 95 miejscowości z których niektóre istniały tylko jako pojedyncze domy zamieszkałe przez kilka osób, były też nawet takie w których nie było już stałych mieszkańców.



Wyspy Owcze opuszczamy ok godz. 21.30 po prawie dwóch dniach pobytu. Zmarznięci, przemoczeni pomimo wszystko zadowoleni, płyniemy wreszcie na spotkanie z naszą upragnioną Islandią. Więcej zdjęć z pochmurnego pobytu w królestwie owiec znajdziecie w galerii podróże.


Tymczasem na mojej oficjalnej stronie na Facebooku znajdziecie już zajawkę zdjęć kolekcji Macieja Zienia z pokazu który odbył się podczas wczorajszej Polskiej Gali Ślubnej ![]()
Islandia fotografie z roweru.
Grudzień 31, 2010Islandia spadła na mnie niczym przysłowiowy grom z jasnego nieba. Rok 2008. Telefon. Dasz radę? Dam! Jadę. W sumie 16 dni. Busem jedziemy z Warszawy do Danii. Na Wyspy Owcze na których spędzimy najbliższe 2 dni dopływamy po ponad 25 godzinnej podróży promem razem z naszymi bagażami, rowerami i samochodem eskortującym wyprawę. Na miejscu mam być fotografem, kimś w rodzaju pilota, członkiem grupy, pomocnikiem w razie potrzeby. Perspektywa +/- 100 km dziennie na rowerze w delikatnie mówiąc dosyć mocno zmiennych warunkach pogodowych w „pagórkowatym” terenie-robi swoje. Cieszę się, że ostatnie 2 lata dosyć sporo jeździłem rowerem, Irlandia też w sumie do najłatwiejszych nie należała jednak czym są okolice irlandzkiej mokrej Droghedy w porównaniu z krainą czterech żywiołów-to się jeszcze okaże. Nigdy w życiu jednego dnia na rowerze nie przejechałem więcej jak 40 km, tym razem muszę być przygotowany na odcinki nawet stu kilometrowe nierzadko w ekstremalnych warunkach chociażby za sprawą niezwykle silnych wiatrów. Wcześniejsze przygotowania do maratonu w Dublinie dają mi dodatkową pewność siebie. Będzie dobrze. Dam radę. Z takim postanowieniem robię ostatnie zakupy, buty, spodenki z miękkim krokiem
, moje ulubione koszulki dri-fit, i równie ulubione batony musli-wszystko to powinno zmieścić się w moim plecaku. W sakwie na kierownicy instaluję niedawno zakupionego Nikona D200 z jedynym obiektywem Tamronem 17-50 mm f/2.8 . Miejsca będę miał niewiele, poza tym muszę się liczyć z każdym dodatkowym kilogramem.
Z Wysp Owczych do Seydisfjordur na wschodnim wybrzeżu Islandii nasz prom dopłynął około południa. Islandia przywitała nas dość srogo, w głowie kłębiła się tylko jedna myśl, co jeśli przez cały nasz pobyt będzie tak jak tu? Jak w takich warunkach jeździć na rowerze? O tym jak zmienne warunki pogodowe panują na wyspie w ciągu naszego pobyty przekonaliśmy się nie raz, wystarczyło przejechać kilkadziesiąt kilometrów żeby naszym oczom ukazał się zupełnie inny świat…

Nocujemy na kempingu w Djuoivogur, szybko rozstawiam namiot żeby zdążyć jeszcze zrobić kilka zdjęć. Dochodzi 23:00 widno będzie jeszcze przez „dłuższą chwilę”.

Jökulsárlón (z islandzkiego laguna lodowcowa) to naprawdę niesamowite miejsce. Lodowe jezioro na południu wyspy, powstaje z wody topniejącego lodowca Vatnajökull. Niestety mam pecha, ciężkie ołowiane chmury wiszą nad całą laguną, o słońcu mogę tylko pomarzyć. Odłamujący się od czoła lodowca lód ma niesamowity kolor, ogromne bryły płyną stąd prosto do pobliskiego oceanu. Majestatycznemu widokowi towarzyszą niesamowite dźwięki pękającego przemieszczającego się non stop lodowca. To tu w 2002r kręcono jedną ze scen Jamesa Bonda.

Jeszcze nigdy w życiu z tak bliskiej odległości od mojej głowy nie widziałem mewy/rybitwy (cokolwiek to było…) Cieszę się że miałem kask, na drugi raz zastanowię się pewnie dwa razy chcąc zrobić z bliska zdjęcie przesiadujących na skałach ptaków (jak później się okazało, ptaki te pilnowały swoich młodych…)

Południowo-wschodnia część wyspy, w oddali widać jęzor Vatnajökull, największego lodowca Europy, czwartego na świecie pod względem wielkości o powierzchni przekraczającej ponad 8000 km2 !

Jedziemy dalej, kolejny most, kolejne koryto, woda z topniejącego lodowca jest wszechobecna.

Na Islandii nie zobaczycie raczej drzew, flora na tym terenie jest niezwykle uboga, wszędobylska zastygnięta lawa porośnięta mchem stanowi chyba jej najczęstszy roślinny krajobraz. Zwierząt jest jeszcze mniej obok niedźwiedzi i lisów na wyspie możecie zobaczyć renifery (w załączonej poniżej galerii). Niestety ogniskowa 50mm nie pozwoliła mi na satysfakcjonujące mnie uwiecznienie ich w kadrze.

Fotografowanie w grupie rowerzystów nie jest łatwą sprawą. Ustalamy, że przez większość czasu będę zamykającym nasz mały peleton tak abyśmy mieli pewność że jedyną osobą, która ewentualnie zgubi się będę ja
. Każde zatrzymanie się przeze mnie w celu zrobienia zdjęcia oznacza późniejszą momentami forsowaną gonitwę grupy, na ogół jednak (całe szczęście) wszyscy jedziemy bardzo spokojnie w niemal kontemplujących nastrojach. Swoją drogą zgubienie się w Islandii może nie być łatwym zadaniem. Ring Road tak nazywa się bowiem jedyna droga prowadząca dokoła całej wyspy, bardzo mało zjazdów z bezkresnym pustkowiem robi niesamowite wrażenie, 30km bez mijającego Cię samochodu, mijanego przez Ciebie domu to tu normalne. Stacja benzynowa? Zapomnij. Enjoy The Silence.

I pomyśleć że od najbliższych brzegów Grenlandii dzieli nas jedynie 300km…

Czarne plaże Islandii uznawane są za jedne z najpiękniejszych na świecie.

Zdecydowanie najlepszy widok wyprawy z mojego namiotu (30 metrów po prawej). Skógafoss to blisko 60 metrowy wodospad, 25 metrów szerokości. Wzdłuż jego zbocza biegnie szlak, którym przy odrobinie szczęścia w postaci dobrej pogody możecie wejść na samą jego górę (może być ślisko). Słyszeć wodospad z namiotu-bezcenne, to nic że w nocy temperatura spadnie do okolic 0 C Celsjusza ![]()

Słońce na Islandii tworzy niesamowite spektakle świetlne.


Dolina Haukadalur. Strokkur to największy czynny gejzer Islandii. W dość równych odstępach czasu (ok. 10 min) 30 metrowy słup gorącej wody o średnicy ok. 3 m strzela w górę z ogromnym impetem, niesłychane wrażenia gwarantowane!


Gullfoss na rzece Hvítá to kolejny z imponujących wodospadów przez który w każdej sekundzie przepływa 400 metrów sześciennych wody.

Reykjavik to największe miasto Islandii a zarazem najbardziej wysunięta na północ stolica świata w której mieszka większa część wszystkich mieszkańców wyspy (ok. 120 tyś). Widok z wieży kościoła Hallgrímskirkja, trzeciego najwyższego budynku Islandii (74,5 m).


Na drewnianych rusztowaniach szkielety tysięcy ryb, pozostałości po przygotowaniach tutejszego przysmaku-suszonej rybie.

Błękitna laguna (Bláa Lónið) to miejsce gdzie woda ma niespotykany nigdzie indziej na świecie kolor. Islandzkie uzdrowisko SPA czerpiące swą energię z niezwykle słonych, bogatych w minerały wód geotermalnych mających znane na całym świecie właściwości lecznicze. Stąd już tylko kilkanaście kilometrów do Keflavíku z którego odlatujemy po 14 dniach pobytu na Wyspach Owczych i Islandii.

Ostatnie chwile z Islandią, magiczne miejsce którego nie da się zapomnieć. Mam nadzieję że będzie mi jeszcze dane tam wrócić, być może na dłuższą chwilę, być może bardziej w głąb lądu, ze zdecydowanie bardziej tym razem świadomą fotografią.

Jak widać nie było tak źle, daliśmy radę
. Przejechanie ponad setki kilometrów jednego dnia na Islandii bywa bardzo męczące, jednak doznania wzrokowe rekompensują z nawiązką cały wysiłek. Dzikość, nieskażonej przemysłem Islandii jest niepowtarzalnie piękna-warta każdych wyrzeczeń. Tak więc jeśli szukacie przewodnika-służę pomocą
.
Jeśli podoba się Wam moja fotorelacja zapraszam serdecznie do obszernej galerii gdzie znajdziecie ponad 130 zdjęć z tej części podróży: Islandia-Iceland

